Strona główna » Aktualności » Historia pewnego kontraktu

Historia pewnego kontraktu

Data publikacji: 27-09-2008 13:13



Adam Musiał, legenda Wisły Kraków, tak bardzo jest związany z Białą Gwiazdą, że gdy przeszedł do Arki Gdynia, w kontrakcie zapisał sobie, że nie będzie grał przeciwko Wiśle przy Reymonta. Oto historia tego zapisu w kontrakcie, przedstawiona przez pana Adama Musiała.

Ten materiał ukazał się w 66. numerze newslettera Białej Gwiazdy.

Jak to się stało, że trafił Pan do Arki Gdynia?

Trener Steckiw, który wcześniej pracował w Wiśle, po skończonej umowie w Krakowie przeszedł do Arki. Stamtąd zadzwonił do mnie i poprosił, żebym przyjechał mu pomóc. Ja w tamtym czasie, co tu dużo mówić, nie bardzo umiałem znaleźć wspólny język z trenerem Lenczykiem. Dał mi on więc wolną rękę i pojechałem do Gdyni. Mieliśmy tam naprawdę fajną drużynę. Kolegów z Arki znam do tej pory. Mieliśmy świetny skład z Włodzimierzem Żemojtelem, Czesławem Boguszewiczem, Janem Kupcewiczem, Bogusławem Kaczmarkiem. To był super zespół, na mecze przychodziło sporo kibiców, była dobra atmosfera. Dzięki tej atmosferze mile wspominają mnie też kibice w Gdyni. Cały czas mam tam otwarte drzwi. Moja żona na przykład była w tym roku na wczasach u Włodzimierza Żemojtela.
Tak to jest w życiu sportowca, że walka jest na boisku. Poza nim powinno być koleżeństwo, obojętne czy to jest zawodnik Wisły, Cracovii czy Arki. My zawsze po meczu, kiedy emocje opadały, staraliśmy się, żeby atmosfera była zawsze koleżeńska i dżentelmeńska.

Jak to było dla zawodnika związanego z Wisłą grać przeciwko Białej Gwieździe?
Miałem zapisane w kontrakcie, że nie będę grał przeciwko Wiśle przy Reymonta. W Gdyni czy w Pucharze Polski musiałem grać. Musiałem wykonywać swój zawód i nie patrzeć na sentymenty, bo przecież jestem Wiślakiem. Trzeba było spełniać solidnie swoje zawodowe obowiązki.

Dlaczego zdecydował się Pan na taki zapis w kontrakcie?
Nie chciałem grać przeciwko swojej byłej drużynie, a poza tym byłem ulubieńcem kibiców Wisły, oni bardzo mnie lubili, szanowali. Tą sympatię odczuwam zresztą do dziś. Dlatego nie chciałem grać, nie tylko przeciwko kolegom z Wisły, ale i przeciwko jej kibicom.

Który z występów przeciwko Wiśle zapadł Panu najbardziej w pamięć?

Musiałem grać w Pucharze Polski przeciwko Wiśle i niestety to Arka zdobyła Puchar wyrywając mecz z Wisłą. Koledzy z drużyny Arki mieli do mnie potem pretensje, bo rzeczywiście grałem bardzo słabo. Innym razem Wisła kroczyła po mistrzostwo Polski za trenera Lenczyka i musiała wygrać w Krakowie z Arką Gdynia. Ja w związku z moim zapisem w kontrakcie miałem nie grać. Trener Stecki powiedział mi jednak, żebym wyszedł na rozgrzewkę, żeby postraszyć Wisłę. Ściągnąłem tylko krawat, ubrałem dres na koszulę i wyszedłem na rozgrzewkę. Gdy zobaczyli to kibice, złapali się za głowy i mówili: "No to nie jest dobrze, Musiał zagra." To była jednak tylko gra psychologiczna, a Wisła potem wygrała ten mecz i zdobyła mistrzostwo Polski.

Mimo tych dobrych wspomnień związanych z Arką, nie wiązał Pan chyba swojej przyszłości z Gdynią?

To był tylko przystanek na drodze do końca kariery. Ja nosiłem się z zamiarem wyjazdu za granicę. Każdy piłkarz wtedy starał się sobie zapewnić jakiś byt, bo w Polsce w tamtych czasach graliśmy za czapkę gruszek. Ja poszedłem do Arki, żeby po pierwsze pomóc trenerowi Steckiwowi, a dwa, żeby być w formie w oczekiwaniu na zgodę władz na mój wyjazd do zagranicznego klubu.

A jak będzie w najbliższą sobotę? Wisła sprosta rozpędzonemu beniaminkowi z Gdyni?
Zawsze drużyna, która wchodzi klasę wyżej, zawsze najpierw idzie rozpędem, a potem okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Wisła nie może się bać Arki, skoro wszyscy tu myślą o mistrzostwie Polski. Na swoim boisku Wisła nie może tracić ani jednego punktu.

Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.

M. Górski
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony