Strona główna » Aktualności » O dwa spalone od punktu. Miedź - Wisła 2:0.

O dwa spalone od punktu. Miedź - Wisła 2:0.

Data publikacji: 01-12-2018 19:55



W 17. kolejce Lotto Ekstraklasy Wisła Kraków po raz drugi w swej historii i po raz pierwszy w rozgrywkach na najwyższym szczeblu ligowym wyruszyła w podróż do Legnicy, by zmierzyć się z Miedzią. W starciu obu zespołów w Krakowie padł wynik 2:1 dla gospodarzy, na Stadionie Orła Białego zaś i tym razem wygrali gospodarze. Legniczanie pokonali Wisłę 2:0, a mecz ustawiły dwie bramki strzelone w pierwszym kwadransie meczu. Autorami goli byli Henrik Ojamaa oraz Maciej Sadlok, który niefortunnie wbił piłkę do własnej bramki. 

Fot. Przemek Marczewski Fot. Przemek Marczewski

 
Miedź, która nie wygrała ostatnich dziewięciu spotkań, a w międzyczasie zdobyła tylko trzy punkty, od kilku kolejek znajdowała się już w strefie spadkowej. Biała Gwiazda grająca ostatnio w kratkę chciała odkuć się po porażce w Gdyni, po której i tak została pięknie powitana przez swych fanów. Wiślaccy kibice licznie stawili się i w Legnicy, by wesprzeć dopingiem podopiecznych Macieja Stolarczyka, który w porównaniu do ostatniego starcia dokonał trzech roszad. Dawida Korta zastąpił Patryk Plewka, dla którego było to pierwsze ligowe starcie w wyjściowym składzie, Jakub Bartkowski wymienił Mateja Palčiča, zaś Zoran Arsenić wszedł w miejsce pauzującego za kartki Marcina Wasilewskiego. 

Kwadrans grozy
 
Powitalne wsparcie fanów Wisły dudniało jeszcze w uszach, gdy na tablicy wyników pojawił się wynik 1:0 dla Miedzi. Była 110 sekunda meczu, gdy pozostawiony bez opieki Paweł Zieliński dośrodkował po ziemi wzdłuż linii pola bramkowego, a zamykający akcję Henrik Ojamaa uprzedził jednego z wiślackich defensorów i z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki. Wisła próbowała wziąć się za odrabianie strat, ale w jej pierwszej akcji po wrzutce Imaza niepilnowany Boguski nie doskoczył do zagranej górą piłki. Nim się obejrzeliśmy, gospodarze prowadzili 2:0. Piłkę z własnej strefy obronnej wybił Juan Camara, a zrobił to tak, że piłka dotarła pod nogi szybkiego Henrika Ojamy, który wdał się w pojedynek biegowy z Zoranem Arseniciem. Gdy Chorwat dopadł Estończyka na linii pola karnego, ten umiejętnie zatrzymał się i zmienił kierunek biegu, co zupełnie zmieniło stopera Wisły. Ojamaa po zwrocie do środka uderzył z 15 metrów. Piłka zmierzała w lewy dolny róg bramki Lisa, a golkiper złożył się do interwencji, lecz niefortunnie uprzedził go Maciej Sadlok, który wślizgiem skierował piłkę do własnej siatki. To było 12 minut, które wstrząsnęło Wiślakami. 
 
Cztery minuty później mogło zrobić się jeszcze groźniej, gdy tuż przed polem karnym Halilović sfaulował Fernandeza. Do rzutu wolnego podszedł znany z dobrego egzekwowania stałych fragmentów gry Petteri Forsell, lecz tym razem po jego strzale piłka poszybowała nad poprzeczką. Sytuacja ta była jedyną godną odnotowania akcją drugiego kwadransa gry, trzeci zaczął się od sytuacji, która mogła zbliżyć Wisłę na dystans jednej bramki. Lewą stroną w pole karne wdarł się jeden z Wiślaków, który obsłużył podaniem Jesúsa Imaza. Hiszpan okiwał jednego z piłkarzy Miedzi i uderzył w światło bramki, lecz na posterunku był Kanibołocki, który na raty schwytał futbolówkę. 
 
Autobus zaparkowany
 
Najgorsza defensywa Ekstraklasy w pierwszej połowie nie dała wbić sobie ani jednej bramki, zaś ograniczająca się od 15 minuty do kontr Miedź mogła wyprowadzić trzeci zabójczy cios. Do sytuacji sam na sam doszedł bowiem Ojamaa, który jednak zamiast zabrać się z futbolówką, stanął na niej i zwolnił akcję, która w ostatecznym rozrachunku zakończyła się niecelnym strzałem Piątkowskiego.  Był to ostatni godny odnotowania akcent pierwszej części spotkania. Bo choć toczyła się ona w całkiem niezłym tempie, to brakowało w niej klarownych sytuacji, zwłaszcza pod bramką Antona Kanibołockiego. 
 
Druga połowa rozpoczęła się od groźnego ataku Wisły - po prostopadłym podaniu w pole karne do strzału złożył się Zděnek Ondrášek, lecz piłka poszybowała daleko od bramki. Niejako w sukurs Czechowi poszedł arbiter liniowy, który już po strzale podniósł chorągiewkę i zasygnalizował spalonego. Na kolejne uderzenie marznącym kibicom przyszło czekać do 60. minuty. Wówczas zaskakującym uderzeniem z dystansu popisał się Petteri Forsell, a piłka poleciała szerokim łukiem i minęła bramkę strzeżoną przez Lisa. Potem zza szesnastki huknął Ondrášek, lecz piłka padła łupem Kanibołockiego, który ponownie łapał ją na dwa razy, ale cel zrealizował. Ukrainiec nie wydawał się najpewniejszym punktem zespołu, lecz Wiślacy podejmowali za mało prób, by dać mu okazję do popełnienia błędu. 

Spalony i spalony
 
W 69. minucie wydawało się, że w końcu krakowianie złapią upragniony kontakt. Z prawej strony celną wrzutką popisał się Bartkowski, a wbiegający w pole karne Dawid Kort głową wpakował piłkę do siatki ponad wychodzącym Kanibołockim. Nieco spóźniony arbiter podniósł chorągiewkę uznając, że wiślacki rezerwowy znajdował się na spalonym - „Korcik” wziął jednak futbolówkę na środek boiska, będąc przekonanym o prawidłowości strzelonej bramki. Po wideoweryfikacji prowadzący to spotkanie Łukasz Szczech podtrzymał decyzję asystenta. 
 
W 81. minucie celny strzał z woleja oddał Camara, ale Lis pewnie złapał piłkę. Trzy minuty później po wrzutce Zielińskiego ta sztuka mu się nie udała, ale niebezpieczeństwo zażegnali obrońcy Białej Gwiazdy. W 87. minucie piłka zatrzepotała w bramce Miedzi po raz drugi, ale i tym razem nie był to gol zdobyty w sposób przepisowy - na spalonym znalazł się bowiem dogrywający do Ondráška Jesús Imaz. Taktyka Miedzi, która ograniczała się do wybicia piłki i rzadkich kontr w drugiej połowie  przyniosła skutek i przerwała serię 9 meczów bez zwycięstwa piłkarzy z Dolnego Śląska. Wisła zaś zanotowała drugą wyjazdową porażkę z rzędu.

Miedź Legnica - Wisła Kraków 2:0 (2:0)
1:0 Ojamaa 2’ 
2:0 Sadlok 12’ (sam.)
 
Miedź: Kanibołocki - Bartczak, Osyra, Miljković, Zieliński - Fernandez (89’ Garguła), Purzycki, Camara, Ojamaa (79’ Szczepaniak) - Forsell - Piątkowski (85’ Piasecki)

Wisła: Lis - Bartkowski, Arsenić, Sadlok, Pietrzak - Halilović (60’ Kort), Plewka - Boguski (81’ Bartosz), Imaz, Košťál (66’ Kolar) - Ondrášek 
 
Sędziował: Łukasz Szczech z Kobyłki 
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

 



do góry strony