Strona główna » Aktualności » Po złej stronie siatki... Wisła - Lechia 0:1

Po złej stronie siatki... Wisła - Lechia 0:1

Data publikacji: 06-05-2017 22:31



Wisła Kraków po dość dziwnym meczu uległa Lechii Gdańsk 0:1. Jedynego gola zdobył Lukaš Harašlin. W drugiej połowie - mimo osłabienia ze względu na czerwoną kartkę Cywki - to Biała Gwiazda była bliższa gola, lecz za każdym razem na posterunku był Kuciak lub piłka spadała po złej stronie siatki… 

Fot. Przemek Marczewski Fot. Przemek Marczewski

Zobacz galerię z tego spotkania

W 32. kolejce w starciu wagi ciężkiej Wisła Kraków podejmowała Lechię Gdańsk. Biało-Zieloni mieli przed spotkaniem siedem punktów przewagi, dla krakowian był więc do ostatni dzwonek, by zbliżyć się do zespołu Piotra Nowaka.

Obie ekipy od początku starały się zaatakować rywala. Pierwsze celne uderzenie padło łupem F. Paixão, lecz futbolówkę pewnie złapał Załuska. Wiślacki golkiper był również górą w 6. minucie, gdy bombę z 35 metrów posłał Rafał Wolski. Był zawodnik Białej Gwiazdy mógł w pięknym stylu przywitać się z R22, ale Załuska wyciągnął się jak struna i sparował piłkę. W 25. minucie 34-letni bramkarz Wisły po raz kolejny obronił strzał zza pola karnego Marco Paixão, a po chwili drugi z braci - Flávio - mógł zdobyć premierową bramkę, ale chybił do niemal pustej bramki z 7 metrów. To była bardzo groźna sytuacja!
 
Bardzo szybki zimny prysznic
 
Wisła w pierwszej połowie była bezradna w starciu z defensorami Lechii. Bliski wyjścia na dogodną pozycję strzelecką był Brożek, ale nie przedarł się przez jednoosobowy mur w postaci Janickiego. Statystyki po pierwszej części spotkania były zatrważające - krakowianie nie oddali żadnego strzału przy dziesięciu Lechistów. Drugą połowę Biała Gwiazda rozpoczęła jeszcze gorzej niż pierwszą - od stracenia gola, który na szczęście został nieuznany przez sędziów. Po chwili jednak okazało się, że Wiśle będzie dużo trudniej przeszkodzić Lechistom, gdy dwie żółte kartki w odstępie dwóch minut otrzymał Tomasz Cywka, który tym samym został odesłany pod prysznic przed upływem regulaminowego czasu gry.
 
W związku z brakiem na boisku prawego obrońcy, trener Ramírez postanowił zdjąć z murawy Boguskiego, którego zastąpił debiutant Jakub Bartkowski. Niestety w 59. minucie osłabienie dało się we znaki, gdy zabrakło kogoś, kto pokryłby szarżującego Harašlina. Słowak uderzył z powietrza, mocno i celnie, a Łukasz Załuska nie zdołał dobrze odbić piłki i ta między jego „parkanami” wpadła do bramki. Ofiarnie próbował wybijać piłkę Głowacki, lecz zdaniem sędziów zrobił to już za późno. Kilka minut później Bartkowskiego na karuzelę zaprosił Peszko, który przedryblował pozyskanego z Wigier Suwałki defensora i dośrodkował wzdłuż pola bramkowego. Skuteczną interwencją popisał się Załuska, a „Głowa” wyjaśnił sytuację dalekim wykopem. 
 
W osłabieniu? Nie było widać!
 
Na pierwszy strzał Wisły musieliśmy czekać do 70. minuty, ale od razu było to groźne uderzenie. W sytuacji sam na sam znalazł się Bartosz, który próbował zaskoczyć Kuciaka strzałem ze szpica. Słowak pozostał czujny, a po chwili obronił dobitkę Zachary. Po rzucie rożnym, będącym konsekwencją poprzedniej akcji, jeden z Lechistów oburącz ściągnął do ziemi Gonzáleza, a sędzia Gil nie zdecydował się na odgwizdanie jedenastki. Piłka ugrzęzła w nogach leżącego gracza gości i choć próbowało ją wyszarpać trzech Wiślaków, sztuka ta im się nie powiodła.  
 
Paradoksalnie, po utracie gola, to Wisła zaczęła przeważać, a w zasadzie dominować. Najpierw sprytnie rożnego rozegrali Mączyński z Zacharą i po dołożeniu nogi przez tego drugiego futbolówka zatrzepotała o boczną siatkę. Po chwili z drugiej strony wrzucał Bartosz, ale piłka po nodze jednego z Lechistów uderzyła w nie tą stronę siatki, co trzeba. Po kolejnym kornerze główkował González, ale piłka ugrzęzła na… górnej siatce. Trzy razy było tak blisko i za każdym razem zabrakło centymetrów.
 
Charakterni do końca!
 
Ostatnie minuty to szarpana końcówka, w której niestety najczęściej mylili się nie piłkarze, a sędzia, dwukrotnie karząc kartkami Wiślaków, którzy czysto wybijali piłkę spod nóg rywali. Rozsierdziło to ławkę rezerwowych Wisły na tyle, że otoczyli oni liniowego, a skutkiem tego było niemałe zamieszanie z boku boiska.
 
Wisła pokazała w ostatnich minutach charakter i wolę walki, a do remisu - mimo wyjątkowo niesprzyjających okoliczności - zabrakło bardzo, bardzo mało.
 
Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)
0:1 Haraslin 59’
 
Wisła: Załuska - Cywka, Głowacki, González, Sadlok - Llonch, Mączyński - Boguski (53’ Bartkowski), Brlek, Małecki (69’ Bartosz) - Brożek (66’ Zachara)
 
Lechia: Kuciak - Maloča, Wawrzyniak, Janicki - Borysiuk, Sławczew (62’ Kuświk) - Haraslin (75’ Stolarski), Wolski, Peszko - M. Paixão (69’ Nunes), F. Paixão
 
Żółte kartki: Cywka (x2), Sadlok, Głowacki, Bartosz - Sławczew, Janicki, Maloča
 
Czerwona kartka: Cywka 49’
 
Sędziował: Paweł Gil z Lublina
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony