Cztery bramki, trzy punkty, jedna Królowa Polski. Wisła 4:0 Legia

Po zwycięstwie w Derbach Krakowa przyszedł czas na wygraną w Derbach Polski. Wygrana jednak to zbyt mało powiedziane. Wisła rozstrzelała wręcz Legię, aplikując Wojskowym aż cztery bramki i zachowując przy tym czyste konto. Gole dla Białej Gwiazdy strzelali Peszko, Błaszczykowski, Pietrzak oraz Kolar.


  • 31.03.2019r.
  • Tomasz Brożek
  • Przemysław Marczewski

„Zwycięskiego składu się nie zmienia” – to motto towarzyszyło trenerowi Stolarczykowi podczas kompletowania składu na ten mecz. Opiekun Białej Gwiazdy był jednak zmuszony do roszady w obsadzie bramki - po derbowej kontuzji Buchalika do wyjściowej jedenastki powrócił Lis.

Mocne otwarcie

Piłkarze w składzie bardzo podobnym do tego z potyczki z Cracovią rozpoczęli mecz według bardzo podobnego scenariusza - szybko zdobytego gola. Pierwszą kluczową postacią w akcji bramkowej był Błaszczykowski, który zatańczył z futbolówką na prawej flance, a następnie dograł w pole karne do Drzazgi. 23-latek uderzył bez przyjęcia, jego strzał świetnie wybronił Cierzniak, ale na swoje nieszczęście sparował piłkę prosto pod nogi Peszki, a wiślacki skrzydłowy swoją mocną dobitką nie dał większych szans byłemu golkiperowi Białej Gwiazdy.

Objęcie prowadzenia dało krakowianom dodatkową dawkę energii i entuzjazmu. Piłkarze z grodu Kraka nie mieli zamiaru cofać się do obrony, wręcz przeciwnie, to po ich stronie znajdowała się inicjatywa i chęć strzelenia kolejnej bramki. Szybkie kontrataki, dobre rozgrywanie piłki na jeden kontakt czy też strzał Sadloka ze znacznej odległości sprawiały zagrożenie w szesnastce Wojskowych, ale brakowało klarownych sytuacji. Zakusy ofensywnej Legii były jednak dużo bardziej mizernie, choć w 21. minucie Medeiros mógł zaskoczyć Lisa uderzeniem tuż zza pola karnego, lecz jego strzał przeleciał obok słupka. Kilkaset sekund później Carlitos dobrze odwrócił się z piłką na szesnastym metrze, po czym trafił w światło bramki, ale pojedynek z Hiszpanem wygrał polski bramkarz.

Chrapkę na widowiskową bramkę ze znacznego dystansu miał dziś Sadlok. Na kwadrans przed przerwą wiślacki stoper po raz kolejny spróbował swoich sił i gdyby nie huknął w środek bramki, a w okolice słupka, być może cieszyłby się z bramki. Na strzał defensora odpowiedzieć chciał, z dużo mniejszej odległości Vešović, jednak przestrzelił, szukając spojenia słupka z poprzeczką. Dużo bliższy wpisania się na listę strzelców był po chwili Antolić, który prawie pokonał swojego bramkarza po rzucie rożnym wykonanym przez zawodników Wisły.

Przez narożnik do siatki

Pierwsza odsłona obrodziła zresztą w rzuty rożne dyktowane na rzecz Białej Gwiazdy, a niemal każdy z nich przynosił realne zagrożenie. Tak było też w 40. minucie. Do dośrodkowania z narożnika boiska jako pierwszy dopadł Wasilewski, kopnął piłkę z powietrza, po czym ręką odbił ją Rocha. Decyzja sędziego Frankowskiego była szybka i klarowna - rzut karny. Piłkę na wapnie ustawił Błaszczykowski. Kapitan Białej Gwiazdy nie dał szans Cierzniakowi, dał za to swojej drużynie dwubramkowe prowadzenie. Nie było to miłe popołudnie dla wracającego na R22 bramkarza, nie był to także dzień innego ex-Wiślaka - Stolarskiego. Boczny defensor został zmieniony przez trenera Sá Pinto jeszcze przed przerwą, a w jego miejsce na murawie pojawił się Kulenović.

Drugą połowę otworzył celny strzał Kolara. Była to jedyna warta odnotowana akcja w pierwszych dziesięciu minutach po zmianie storn. Wisła dobrze zabezpieczała tyły, nie pozwalając Legii na zagrożenie swojej bramce. Najgorszą wiadomością dla trenera Stolarczyka były nie ataki przyjezdnych, a uraz Bashy, który po udzieleniu pomocy medycznej musiał opuścić murawę. Królujący dziś w środku pola Albańczyk był jednak w stanie kontynuować grę. Z czasem Legioniści coraz częściej dochodzili do głosu, próbując zaskoczyć defensywę Białej Gwiazdy przede wszystkim dośrodkowaniami w pole karne, co nie przynosiło zamierzonego efektu.

Piłka ręczna

W 73. minucie trzecią bramkę dla Białej Gwiazdy zdobył Pietrzak. Lewy defensor świetnym podkręconym uderzeniem zamienił na bramkę rzut wolny, podyktowany za zagranie ręką Jędrzejczyka. Legia była już położona na łopatki, a podopieczni trenera Sá Pinto prawdopodobnie najchętniej zeszliby już do szatni. Wiślacy mieli jednak ochotę na kolejne bramki, a to co zrobił Kolar, to prawdziwa ozdoba dzisiejszych Derbów Polski. Warto jednak docenić także długie, dalekie dośrodkowanie Sadloka, wykończone przez chorwackiego snajpera piekielnie mocnym wolejem ustalającym wynik spotkania.

To było prawdziwe show w wykonaniu Białej Gwiazdy. Wojskowi nie mieli dziś żadnych argumentów, natomiast Wisła po raz kolejny dała pokaz krakowskiej piłki, grając chwilami niezwykle widowiskowo. Trudno o bardziej zasłużone trzy punkty, które pozwalają podopiecznym trenera Stolarczyka powrócić do górnej połowy tabeli.

Wisła Kraków - Legia Warszawa 4:0 (2:0)
1:0 Peszko 5'
2:0 Błaszczykowski 41' (k.)
3:0 Pietrzak 73'
4:0 Kolar 82'

Wisła Kraków: Lis - Burliga, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Basha, Savićević - Błaszczykowski (90’ Plewka), Drzazga (88’ Wojtkowski), Peszko (82’ Boguski) - Kolar

Legia Warszawa: Cierzniak - Stolarski (42’ Kulenović), Jędrzejczyk, Wieteska, Rocha - Antolić, Martins - Vešović, Szymański, Medeiros (77’ Hämäläinen) - Carlitos (77’ Kucharczyk)

Żółte kartki: Jędrzejczyk

Sędziował: Bartosz Frankowski z Torunia

Widzów: 33 000

Fotogalerie

Wisła Kraków TV

Pobierz naszą aplikację