Półfinał nie dla Wisły...

Ćwierćfinałowa potyczka w Grudziądzu obfitowała w wiele emocji, jednak regulaminowy czas gry i dogrywka nie wyłoniły półfinalisty Fortuna Pucharu Polski. O wszystkim zadecydowały rzuty karne, które lepiej wykonywali zawodnicy Olimpii, dzięki czemu to Biało-Zieloni mogą cieszyć się z awansu.


  • 01.03.2022r.
  • Redakcja
  • B. Ziółkowski

>>>ZDJĘCIA<<<

Od samego początku gospodarze chcieli wykorzystać fakt gry na własnym terenie, dlatego nie zwlekali zbyt długo i wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego Sulikowskiego ruszyli z natarciem, czego efekty przyszły już w 2. minucie. Wówczas Biało-Zieloni stworzyli sobie pierwszą dogodną sytuację, którą skutecznie sfinalizował Bojas, dając swojej drużynie jednobramkowe prowadzenie. Szybka utrata gola mobilizująco wpłynęła na Wiślaków, którzy postanowili wziąć sprawę w swoje ręce i jak najszybciej poszukać trafienia wyrównującego. W 10. minucie szczęścia z rzutu wolnego spróbował Kuveljić, który przymierzył w okolice górnego rogu, czym zmusił Olszewskiego do efektownej interwencji. Krakowianie zyskali optyczną przewagę i dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak bili głową w mur, bo nie potrafili znaleźć recepty na złamanie linii obronnej Olimpii, która dzielnie odpierała ataki przyjezdnych i napędzała szybkie kontry miejscowych. Te dawały się we znaki graczom spod Wawelu, którzy w dalszym ciągu próbowali zagrozić bramce strzeżonej przez Olszewskiego, ale ich starania okazywały się bezskuteczne.

Olimpijczycy nie zamierzali iść jednak na wymianę ciosów i zdecydowali się oddać inicjatywę Wiśle. Zawodnicy dowodzeni przez trenera Płuskę umiejętnie poruszali się po boisku i skutecznie zawężali pole gry, czym uniemożliwiali rywalowi wykreowanie dogodnych sytuacji. Z biegiem czasu Biała Gwiazda z coraz większym uporem naciskała jednak na przeciwnika, chcąc zdezorganizować formacje Olimpii i zdobyć jak największą przestrzeń. Tym oto sposobem 13-krotny mistrz Polski wypracował sobie najlepszą sytuację na zdobycie bramki w pierwszej odsłonie rywalizacji. W 34. minucie Szot prostopadłym podaniem obsłużył Klimenta, który stanął oko w oko z Olszewskim, lecz nie zdołał umieścić piłki w siatce i do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

Wyrównanie

W przerwie spotkania trener Jerzy Brzęczek starał się znaleźć złoty środek, który pozwoliłby ożywić ofensywną grę Białej Gwiazdy. Sternik klubu ze stolicy Małopolski zdecydował się więc na dwie roszady i od początku drugiej połowy posłał do boju Piotra Starzyńskiego oraz Momo Cissé, którzy zastąpili na murawie Mateusza Młyńskiego i Jana Klimenta. Wiślacy natychmiast wzięli się do pracy i niewiele brakowało, by w 52. minucie zniwelowali straty. Bliski szczęścia był Luis Fernández, którego celne uderzenie z rzutu wolnego sprawiło golkiperowi Olimpii sporo problemów. Wisła zyskała rzut rożny, po którym ponownie przed szansą stanął hiszpański napastnik, jednak i tym razem nieznacznie się pomylił. Goście podkręcili tempo i pięć minut później ukąsili po raz pierwszy - środkiem boiska z piłką pomknął Hugi i na wysokości pola karnego przytomnym podaniem uruchomił wbiegającego z lewej flanki Cissé, który mierzonym uderzeniem w długi róg doprowadził do wyrównania.

Długimi fragmentami drugiej połowy gra toczyła się przede wszystkim w środkowej strefie, gdzie nie brakowało zaciętej walki, gdyż oba zespoły mocno zdeterminowane, by rozstrzygnąć losy pojedynku w regulaminowym czasie. W 72. minucie przed szasną stanęli gospodarze, a konkretnie Antkowiak, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Biegańskim, lecz zwycięsko z tego pojedynku wyszedł wiślacki golkiper. W odpowiedzi Wiślacy postraszyli strzałem Hugiego, który zamykając dośrodkowanie z prawej flanki trafił w słupek. Żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać, próbując do samego końca przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, co ostatecznie nie powiodło się ani Olimpii, ani Wiśle, skutkiem czego do wyłonienia pierwszego półfinalisty potrzebna była dogrywka.

W dogrywce bez zmian

Zarówno gospodarze, jak i goście z wielką rozwagę przystąpili do dodatkowych 30 minut i w pierwszej kolejności skupiali swoją uwagę na zabezpieczeniu tyłów i wyeliminowaniu ryzyka utraty bramki. W pierwszej odsłonie nieco więcej z gry mieli gospodarze, którzy kilka razy spróbowali uderzeń z dystansu, co nie przyniosło im jednak zamierzonych skutków.

Druga połowa przyniosła kilka sytuacji graczom spod Wawelu, w tym tę ze 113. minuty, kiedy to Wisła wyprowadziła szybki kontratak, a przed szansą stanął Cissé, który otrzymał dobre podanie od Starzyńskiego, jednak nie zdołał opanować futbolówki. Piłkę meczową na nodze miał jednak zawodnik Olimpii, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najpierw z najbliższej odległości trafił w Biegańskiego, a następnie niecelnie dobijał. O wszystkim zdecydować miały więc rzuty karne.

Olimpia gra dalej

W serii rzutów karnych lepiej zaprezentowali się gospodarze, którzy bezbłędnie wykonywali jedenastki, wykorzystując wszystkie z nich, dzięki czemu trzecioligowiec zameldował się w półfinale Fortuna Pucharu Polski. W drużynie Białej Gwiazdy piłkę do siatki posyłali Sadlok, Poletanović oraz Fazlagić, z kolei intencje Škvarki wyczuł Olszewski.

Olimpia Grudziądz - Wisła Kraków 1:1 (1:0) 5:3 po rzutach karnych
1:0 Bojas 2’
1:1 Cissé 57’

Rzuty karne:
1:0 Warcholak
1:1 Sadlok
2:1 Cywiński
3:1 Wicki
3:2 Poletanović
4:2 Cabrera
4:3 Fazlagić
5:3 Zawada

Olimpia Grudziądz: Olszewski - Warcholak, Karankiewicz, Wicki, Klimek, Rzepka (78’ Leszczyński) - Bojas (58’ Zawada), Cywiński, Cabrera, Kaczmarek (118’ Nawrocki) - Antkowiak

Wisła Kraków: Biegański - Hanousek, Sadlok, Colley, Szot – Kuveljić (75’ Żukow), Fazlagić - Hugi (90+1’ Škvarka), Fernández (103’ Poletanović), Młyński (46’ Starzyński) - Kliment (46’ Cissé)

Żółta kartka: Kaczmarek, Warcholak - Młyński, Cissé, Fernández, Colley, Szot

Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk)

Fotogalerie

Wisła Kraków TV