Przedwakacyjna goleada: Wisła 4:5 Miedź

Jeśli jakikolwiek mecz można porównać do jazdy rollercoasterem, starcie Wisły z Miedzią Legnicą niewątpliwie na to zasługuje. Kibice zgromadzeni przy R22 zobaczyli dziś aż dziewięć bramek, lecz niestety nie mogli cieszyć się ze zwycięstwa swoich ulubieńców. Biała Gwiazda poległa w starciu z żegnającą się z Lotto Ekstraklasą Miedzianką 4:5.


  • 18.05.2019r.
  • Tomasz Brożek
  • Przemysław Marczewski

Na ostatni w tym sezonie mecz do składu Białej Gwiazdy powrócił Pietrzak, który stworzył blok defensywny wraz z Wasilewskim, Klemenzem i Wojtkowskim. Miejsce między słupkami zajął niezmiennie Lis, natomiast środek pola należeć miał do duetu Savićević-Basha. Za nękanie defensywy Miedzi odpowiadali natomiast Kolar, Drzazga, Boguski i Brożek.

Od początku po zwycięstwo

Groźną akcję na początku spotkania przeprowadzili Wiślacy w składzie Pietrzak, Boguski i Brożek. Pierwsza dwójka dobrze rozegrała futbolówkę, która wylądowała w polu karnym pod nogami „Pawki”. Brożek szukał uderzenia po krótkim rogu, co świetnie przeczytał Dżanajew, parując piłkę za linię końcową. Nie było jednak mowy o rzucie rożnym, gdyż sędzia Kwiatkowski odgwizdał spalonego. Dla Miedzianki starcie z Wisłą było ostatnią szansą na utrzymanie, jednak to krakowianie mieli większą ochotę do gry w piłkę i to oni byli bliżej otwarcia wyniku spotkania. Mógł to zrobić między innymi Savićević, który po przebiegnięciu kilkunastu metrów z piłką oddał soczysty strzał na bramkę Dżanajewa, ale golkiper ekipy z Legnicy znów był na posterunku.

Sprytny Lis

Goście jednak nie przyjechali się tylko bronić i także szukali swoich szans, lecz ich strzały lądowały na trybunach lub w rękawicach Lisa, tak jak choćby niegroźne uderzenie po ziemi Cámary. Wyjątkiem od tej reguły było uderzenie Forsella, które trafiło w rękę Klemenza. Decyzja arbitra była jednoznaczna - rzut karny. Do jedenastki podszedł reprezentant Finlandii i tu wspomniana wcześniej reguła po raz kolejny znalazła zastosowanie. Piłka, choć uderzona mocno, nie znalazła drogi do bramki. Na jej drodze stanął Lis, który wyciągnął się w stronę lewego słupka swojej bramki, a po chwili utonął w objęciach kolegów, gratulujących mu skutecznej interwencji.

Kilka minut później w podobnej sytuacji znalazł się Kolar. On także zasłużył na wielkie słowa pochwały, bo zdobył bramkę będącą ozdobą tego spotkania. Chorwat wykorzystał brak presji rywala i mimo znacznego dystansu od bramki Miedzianki poszukał szczęścia mocnym strzałem. Znalazł je, choć wspomniane szczęście w obozie Białej Gwiazdy nie trwało długo.

Nic dwa razy się nie zdarza

Na dziesięć minut przed przerwą po raz kolejny dał o sobie znać nieprzewidywalny Forsell. Fin odnalazł się w polu karnym Wisły, gdzie faulował go Basha. Przyjezdni po raz kolejny ustawili piłkę na wapnie, tym razem zrobił to Román i nie pomylił się, dając podopiecznym trenera Nowaka wyrównanie.

Bierność po obu stronach

Po zmianie stron obie drużyny wyszły na murawę nastawione ofensywnie. Piłka wędrowała od jednego, do drugiego pola karnego, a bramkarze dla własnego dobra nie mogli tracić koncentrajci ani na chwilę. Czasami nie pomaga jednak nawet wzmożona czujność. Tak było w 54. minucie, kiedy Dżanajew skapitulował po strzale Savićevicia z szesnastu metrów. Miedź stała we własnym polu karnym, podczas gry Wiślacy spokojnie rozgrywali sobie w nim piłkę. Okazję do oddania uderzenia na bramkę miał Basha, postanowił jednak wycofać piłkę do reprezentanta Czarnogóry, a ten dał prowadzenie ekipie Białej Gwiazdy.

Niestety, kilkaset sekund później to Wisła zachowała się niezwykle biernie we własnej szesnastce, a Miedzianka rozklepała jej blok defensywny z niezwykłą wręcz łatwością. Jedyne, co mógł zrobić w tej sytuacji Cámara, to oddać celny strzał i cieszyć się z trafienia.

Sześć minut, które wstrząsnęło R22

Przyjezdni poczuli krew i postanowili pójść za ciosem. Najpierw niemal powtórzyli wyczyn sprzed chwili i po rozegraniu akcji bramkę zdobył Román, a dwie minuty później uderzeniem sprzed pola karnego dublet skompletował Cámara. Mylił się jednak, kto liczył na koniec emocji w tym spotkaniu. Nadzieję Białej Gwiazdy na punkty w tym spotkaniu utrzymał dzisiejszy kapitan - Brożek. Wiślacki numer „23” najpierw wywalczył rzut karny po dograniu futbolówki przez Buksę, a później sam wymierzył sprawiedliwość, wykazując się stoickim wręcz spokojem.

Niezwykła końcówka

W doliczonym czasie gry po ogromnym zamieszaniu w polu karnym i konsultacji z systemem VAR sędzia Kwiatkowski podyktował kolejny rzut karny, który na bramkę zamienił Kolar. Decydujący głos należał jednak do Miedzianki, która do końca walczyła wierząc w utrzymanie i za sprawą Zielińskiego zdobyła piątą bramkę. Wiślacy zakończyli ten sezon nieszczęśliwą porażką, a Miedź Legnica spadkiem, bowiem Wisła Płock zremisowała bezbramkowo z Zagłębiem Sosnowiec.

Ten szalony mecz był symbolicznym, choć nieszczęśliwym podsumowaniem całego sezonu. Ekipa Biała Gwiazdy wykazała się w nim niezwykłym charakterem i niesamowitą wolą walki, a to, co robili podopieczni trenera Stolarczyka zasługuje na największe słowa uznania.

Wiślacy, dziękujemy za kampanię 2018/19! Widzimy się już w następnym sezonie!


Wisła Kraków - Miedź Legnica 4:5 (1:1)
1:0 Kolar 33’
1:1 Román 36’
2:1 Savićević 56’
2:2 Cámara 62’
2:3 Román 66
2:4 Cámara 68’
3:4 Brożek 78'
4:4 Kolar 90+7'
4:5 Zieliński 90+8'


Wisła Kraków: Lis - Wojtkowski, Wasilewski, Klemenz, Pietrzak - Savićević (74' Buksa), Basha - Kolar, Drzazga (63’ Kumah), Boguski (71' Burliga) - Brożek

Miedź Legnica: Dżanajew - Zieliński, Żyro, Bożić, Pikk - Román, Augustyniak, Purzycki, Cámara - Forsell (90' Garguła), Szczepaniak (73' Piasecki)

Żółte kartki: Wasilewski, Klemenz, Wojtkowski, Burliga - Dżanajew, Pikk

Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Sprzedanych biletów: 21 724

Fotogalerie

Wisła Kraków TV

Pobierz naszą aplikację