Zwycięstwo zrodzone w bólu: Wisła 1:0 Korona

Pojedynek Wisły z Koroną o pierwsze miejsce w grupie B nie należał do najprzyjemniejszych dla oka widowisk. Gra była ostra, momentami wręcz brutalna, choć mimo to groźnych sytuacji po obu stronach boiska nie brakowało. Ostatecznie Wisła wykorzystała jedną, najdogodniejszą z nich. Rzut karny na zwycięskiego gola zamienił Marko Kolar.


  • 10.05.2019r.
  • Tomasz Brożek
  • Przemysław Marczewski

Wisła przystąpiła do meczu z Koroną wzmocniona obecnością Bashy w wyjściowej jedenastce oraz powrotem Wasilewskiego, który uporał się już z urazem, choć zasiadł dziś tylko na ławce rezerwowych. Parę stoperów stworzyli więc po raz kolejny Klemenz i Hoyo-Kowalski, na bokach obrony zameldowali się Grabowski i Pietrzak, a dostępu do wiślackiej bramki strzegł Lis. Środek pola należał do dobrze znanego krakowskim fanom duetu Basha-Savićević, przed nimi operował Drzazga, z flanek atakować mieli Kolar i Peszko, nominalnym numerem dziewięć był natomiast pełniący rolę kapitana Brożek.

Podopieczni Macieja Stolarczyka od początku starali się narzucić przyjezdnym swój styl gry. Cierpliwa wymiana piłki i kreatywność na połowie rywala - to miał być klucz do sukcesu. Wrota do trzech punktów mógł świetnym podaniem do Drzazgi uchylić Brożek - jego górne zagranie zdołał jednak wybić ostatni defensor gości. Korona nie zamierzała być dłużna i szybko chciała spróbować zrewanżować się za goleadę z Kielc. Arveladze huknął z okolic dwudziestego piątego metra i choć sytuacja ta początkowo wydawała się niepozorna, futbolówka przeleciała nad głową Lisa i z impetem uderzyła w poprzeczkę.

Pech Peszki

Wiadomością dużo gorszą od tego niecelnego bądź co bądź strzału Arveladze był uraz Peszki, który przedwcześnie zakończył swój udział w spotkaniu i w 13. minucie został zmieniony przez Śliwę. O kontuzję wcale nie było dziś trudno. Początkowe minuty należały do tych z gatunku brutalnych, a faule mnożyły się co minutę, zwłaszcza po stronie Korony. Kielczanie stanowili jednak zagrożenie nie tylko dla nóg Wiślaków, ale także dla bramki strzeżonej przez Lisa i to głównie oni atakowali, za każdym razem powodując zamieszanie w polu karnym krakowian.

Na dziesięć minut przed zmianą stron celny strzał oddał Forbes, Lis był jednak na posterunku - wyciągnął się w stronę swojego prawego słupka i sparował piłkę na bok, gdzie po chwili sędzia Stefański dopatrzył się faulu. Rzut wolny Korony mógł skończyć się bramką, ale dobrą interwencją we własnej szesnastce popisał się Kolar. Kielczanie poczuli, że skuteczną bronią mogą okazać się dzisiaj strzały z dystansu, które do tej pory przynosiły największe zagrożenie i sztuki tej spróbował Álvarez. Uderzył niewygodnie dla Lisa, ale ten po raz kolejny wykazał się koncentracją i refleksem. Po chwili zrobił to ponownie, w świetnym stylu zatrzymując Arveladze, który uderzył z pola karnego. Dzięki temu piłkarze obu ekip schodzili do szatni bez jakiegokolwiek dorobku bramkowego.

Na początku drugiej odsłony Biała Gwiazda próbowała nawiązać do minut rozpoczynających spotkanie. Starała się odważniej zaatakować i dłużej utrzymać się przy piłce. Wynik spotkania mógł otworzyć Brożek, który dopadł do górnej prostopadłej piłki, przełożył obrońcę szukając swojej prawej nogi i zdołał oddać strzał, lecz został skutecznie zblokowany przez kielecką defensywę.

Kolar-GOL

Wspomniana defensywa chwilę później popełniła błąd przy stałym fragmencie gry. Sokół powalił w polu karnym walczącego o górną piłkę Klemenza. Sędzia Stefaniak początkowo nie dopatrzył się w tej sytuacji przewinienia, ale w czasie opatrywania krakowskiego stopera skorzystał z VAR-u, po czym bez wahania wskazał na wapno. Po krótkiej rozmowie z kolegami z drużyny do piłki podszedł Kolar i, choć golkiper Korony wyczuł jego zamiary, posłał futbolówkę do siatki.

Stracony gol z bił stropu drużynę z Kielc. Zawodnicy Gino Lettieriego mieli olbrzymie problemy z powrotem na właściwe tory, podczas gdy Wiślacy złapali nieco luzu. Najlepszym tego dowodem dwie widowiskowe, zespołowe akcje krakowian. Pierwszą zakończył zbyt lekkim kopnięciem piłki Śliwa, drugą niecelnym wolejem Drzazga.

Obrona do ostatnich chwil

Nie znaczyło to jednak, że Korona zamierzała rzucić broń i wrócić do siebie na tarczy. Na kilkanaście minut przed końcem dwie wyśmienite sytuacje zmarnował Soriano. Najpierw nie trafił w piłkę, stojąc tuż przed bramką, później niecelnie uderzał głową. Po chwili tylko fe-no-me-na-lna parada Lisa powstrzymała potężny strzał Żubrowskiego z szesnastu metrów. W doliczonym czasie na wiwat huknął jeszcze Jukić, a następnie Cebula, marnując w ten sposób ostantnią nadzieję kielczan na remis. W ten sposób Biała Gwiazda dowiozła trzy punkty do ostatniego gwizdka arbitra, umacniając się w ten sposób na prowadzeniu w grupie spadkowej.

Wisła Kraków - Korona Kielce 1:0 (0:0)
60’ Kolar

Wisła Kraków: Lis - Pietrzak, Hoyo-Kowalski, Klemenz, Grabowski - Savićević, Basha - Kolar, Drzazga (89' Buksa), Peszko (13’ Śliwa) - Brożek (75’ Plewka)

Korona Kielce: Sokół - Rymaniak, Malarczyk, Álvarez, Gardawski - Żubrowski, Gnjatić - Arverladze (75’ Skrzecz), Sewerzyński (56’ Jukić), Cebula - Forbes (52’ Soriano)

Żółte kartki: Pietrzak, Savićević - Sewerzyński, Álvarez, Rymaniak, Sokół, Żubrowski

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Fotogalerie

Wisła Kraków TV

Pobierz naszą aplikację