Mak: Cieszę się, że znów znalazłem się w tym miejscu

Michał Mak to jeden z pierwszych nabytków Białej Gwiazdy. Pomocnik po 11 latach rozłąki wrócił pod Wawel do klubu, którego barwy reprezentował będąc jeszcze młodzieżowcem. Jakie emocje towarzyszą 27-letniemu zawodnikowi?


  • 12.06.2019r.
  • Aśka Żmijewska
  • Aśka Żmijewka

Nie wypada zacząć tej rozmowy inaczej, jak mówiąc „Witaj w domu”!
Zdecydowanie. Dla mnie to jest świetna sprawa wrócić do Wisły, wrócić do domu. Cieszę się z tego bardzo. Tak, jak podkreślałem wielokrotnie w wywiadach, było to moje marzenie i jestem bardzo szczęśliwy, że właśnie się spełniło.


Opowiedz proszę, jak wyglądał Twój przyjazd do rodzinnego domu w dniu podpisania kontraktu z Wisłą, bo to chyba dość ciekawa historia.
Wstępnie miało być tak, że testy medyczne oraz podpisanie umowy zakończą się w godzinach popołudniowych, pojadę do Suchej i wspólnie ze znajomymi oraz z rodziną spotkamy się na grillu, by uczcić tę okazję. Ostatecznie dopełniliśmy formalności wieczorem i do domu wracałem już praktycznie nocą. Zadzwoniłem z trasy do kilku osób, każdy mówił, że jest już zmęczony i idzie do siebie, a nasze spotkanie przekładamy na kolejny dzień. Gdy podjechałem pod dom, światło było zgaszone i panowała absolutna cisza. Jednak gdy wszedłem do środka, nagle zza kanapy, szafy czy zasłon wyszła masa osób, która zgotowała mi gorące przyjęcie. Były śpiewy, gratulacje, a cała rodzina bardzo cieszyła się, że zostałem zawodnikiem Wisły. Był to niezwykle miły moment.


Jako dziecko przez 5 lat dojeżdżałeś na treningi do Krakowa, grałeś w juniorach. Jak wspominasz ten czas?
Teraz, gdy byłem na testach medycznych, m.in. w hali, w gabinecie u doktora Urbana, to wspomnienia wróciły, bo miejsce, gdzie teraz są gabinety lekarskie było kiedyś naszą szatnią. Serce zabiło mi mocniej. Widziałem też teren, gdzie było nasze boisko i gdzie razem z Mateuszem spędzaliśmy mnóstwo czasu. To fajny okres w naszym życiu, więc tym bardziej cieszę się, że znów znalazłem się w tym miejscu.


Śledziłeś mecze Białej Gwiazdy w poprzednim sezonie?
Oczywiście! Zawsze, jak tylko mogłem, to oglądałem mecze w telewizji. Trzymałem mocno kciuki za to, żeby Wisła wyszła na prostą, cieszyłem się bardzo, gdy dowiedziałem się, że wraca Kuba, że dużo dobrych ludzi chce pomóc klubowi i gdy zobaczyłem w jakim kierunku teraz to wszystko idzie. Zainteresowanie kibiców, którzy tak mocno wsparli klub w tym trudnym czasie, kupując tak dużo karnetów - to również nie umknęło mojej uwadze. Śledziłem, jak radził sobie Sławek Peszko, bo to mój dobry kolega. Nie ukrywam, że zwycięstwa z Legią czy Cracovią ucieszyły także mnie, bo to bardzo prestiżowe spotkania. Cały czas byłem na bieżąco z wydarzeniami w klubie z Reymonta.


Zeszły sezon był dla Ciebie i Twojego byłego klubu niezwykle udany. Jakie cele stawiasz przed sobą na nadchodzący rok? Co chciałbyś osiągnąć w Krakowie?
Nie lubię składać takich deklaracji, bo wiadomo, że życie różnie może się potoczyć. Chciałbym oczywiście, żeby Wisła grała dobrą piłkę, abyśmy wygrywali mecze, dzięki czemu będziemy przyciągać na stadion jak największą liczbę kibiców. Mam nadzieję, że Wisła będzie grała w pierwszej ósemce i walczyła o jak najwyższe lokaty, bo jest to bezapelacyjnie marka i historia polskiej piłki, która zasługuje na to, by być w górnej części tabeli, tam gdzie jej miejsce. Sobie życzę tylko zdrowia, bo wiem, że gdy ono dopisze, to będzie dobrze. Nie zakładam żadnych celów, jeśli chodzi o liczbę bramek czy asyst. Ale wiem, że jeśli będę zdrowy, to i liczby się pojawią.


W Krakowie spotkasz się z Rafałem Janickim, którego również doskonale znasz. Chyba problemów z aklimatyzacją mieć nie powinieneś?
Tak, z popularnym „Kazkiem”, bo tak na niego mówiliśmy w Lechii, znamy się dobrze i mamy cały czas kontakt. Nawet przed chwilą pisał mi, że będziemy najprawdopodobniej razem w pokoju na obozie. Myślę, że generalnie z aklimatyzacją problemów nie będę miał, jestem normalnym facetem i wierzę, że pomału uda mi się wejść do drużyny. Znam się też z inymi zawodnikami Wisły, chociażby z Łukaszem Burligą, z którym wspólnie przed laty dojeżdżaliśmy do Krakowa, także większych problemów nie powinno być. Damy radę wspólnie z Rafałem.


Oprócz Rafała, można powiedzieć, że znasz także chociażby Kubę Błaszczykowskiego, trenera Stolarczyka czy Arka Głowackiego, którym jako junior Wisły podawałeś piłki w czasie meczów. Była już okazja powspominać te sytuacje?
To prawda. Jako dzieci podawaliśmy piłki, a w klubie grali wtedy właśnie i trener Stolarczyk, i Arek Głowacki czy Kuba. Zresztą z Arkiem znamy się też z boiska, czasami mnie krył i nawet przypomniałem mu ostatnio, że kiedyś go zgubiłem i strzeliłem Wiśle bramkę, głową! (dop. 20. kolejka sezonu 2015/2016, mecz Lechia Gdańsk - Wisła Kraków 2:0). Trochę się pośmialiśmy. Na razie z trenerem rozmawiałem tylko przez telefon, mamy kontakt, ale jeszcze nie było okazji powspominać. Na pewno będzie jednak na to czas w Myślenicach czy na obozie.


Jeśli chodzi o Kubę, to fakt, że będę teraz mógł grać razem z nim to ogromne wyróżnienie i nobilitacja i nie mogę się tego doczekać! Jest to ikona tego klubu, świetny człowiek i zawodnik, więc możliwość występów u jego boku to zaszczyt.


W tym roku przerwa między sezonami jest dość długa. Powiedz proszę, jak ją spędzasz?
Razem z bratem i naszymi dziewczynami byliśmy w Grecji, w Atenach i na Korfu. Potem jeszcze na kilka dni wyskoczyliśmy do Barcelony, także udało się trochę odpocząć, poopalać i miło spędzić czas. Teraz jestem już z rodziną w Suchej Beskidzkiej. Odwiedzam znajomych, spędzam czas z siostrami, szwagrami i siostrzenicami. Jest to już taki moment na wyciszenie i zebranie sił przed nowym sezonem. Cieszę się, że mogę tu być. Mój pierwszy klub, Babia Góra, gra o awans do okręgówki, także wybieram się jeszcze na ich mecz, aby kibicować chłopcom. Oprócz tego, rozpocząłem już, zgodnie z otrzymaną rozpiską, indywidualne treningi, nawet właśnie za chwilę idę pobiegać, tak, aby na pierwszych zajęciach stawić się w dobrej formie.


Jedno jest pewne - fanklub z Suchej Beskidzkiej w nowym sezonie będzie chyba jednym z najliczniejszych na naszym stadionie.
Na pewno! Wydaje mi się, ze trzeba będzie zarezerwować cały sektor dla Suchej Beskidzkiej! Znajomi regularnie, w co najmniej dwa busy, jeżdżą na każdy mecz. Teraz dojdzie cała nasza rodzina i inni znajomi, także ten fanklub będzie duży. Generalnie, cała Sucha kibicuje Wiśle Kraków, dla mnie będzie to też bardzo miłe, gdy będę czuł wsparcie fanów z mojego ukochanego miasteczka.


Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia już w poniedziałek.
Nie mogę się już doczekać!

Fotogalerie

Wisła Kraków TV

Pobierz naszą aplikację